Blog podatkowy

2021-02-14

Micromanagement 

Micromanagement podatkowy

 

Dr Katarzyna Knawa

Adiunkt w Instytucie Prawa Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie

Doradca podatkowy, Counsel w FinTaxLegal

 

Micromanagement” - mikrozarządzanie - to termin zaczerpnięty z teorii i praktyki zarządzania. Uznaje się, że przyczyną dla tego zjawiska przejawiającego się w braku delegowania zadań i nadmiernej kontroli jest brak zaufania zarządzających wobec zarządzanych. W teorii zarządzania jest to zjawisko oceniane negatywnie jako blokujące rozwój, innowacje oraz sprzyjające przedłużaniu procesu decyzyjnego. 

Co jednak ma wspólnego mikrozaroądzanie z podatkami? Niestety mikrozaroądzanie to trend, który aż nazbyt dobrze możemy obserwować w polityce ustanawiania prawa podatkowego oraz jego stosowania - spirala, której na tym etapie chyba nie sposób zatrzymać. 

Trywializmem jest bowiem zauważenie faktu, że tak w Polsce jak i w innych krajach doświadczamy inflacji przepisów prawa podatkowego. Kolejne akty prawne w dobie szybkiego ich procedowania nie podlegają właściwej analizie i refleksji, tak potrzebnej w systemie prawa w ogólności, a prawa daninowego w szczególności. 

W ten sposób powstaje legislacja, której adresaci nie potrafią właściwie odczytać i  zastosować w praktyce. Pojawiają się zatem pytania kierowane do właściwych organów w trybach przewidzianych przepisami ordynacji podatkowej, jak i pytania odformalizowane - dziennikarzy, prawników, praktyków, doradców podatkowych, a wreszcie samych podatników. Organy i Minister Finansów odpowiadają. Publikacja nie ogranicza się do jednego medium, wykorzystywane są także nowoczesne kanały publikacji takie jak media społecznościowe. W innych przypadkach MF publikuje objaśnienia, a czasem projekty objaśnień, co do których próżno wyczekiwać wersji finalnej. Do tego dodajmy jeszcze kilkaset tysięcy interpretacji wydanych w indywidualnych sprawach podatników, kilkanaście interpretacji ogólnych i kolejne przepisy prawa, idące w dziesiątki tysięcy wiążące informacje stawkowe, wiążące informacje taryfowe, wiążące informacje akcyzowe,  nakładając na to orzecznictwo sądów polskich i unijnych i mamy potężną księgę podatków. W ten sposób w pełni realizowany jest postulat prowadzenia konsultacji społecznych - jakże potrzebny. Zarzucić mu można tylko jedno - konsultacje dokonywane są post factum.

Dobrą wiadomością jest jednak to, że każdy może w tej księdze znaleźć coś dobrego dla siebie. Dobrego - zdefiniowanego jako dokonanie wyboru w miarę bezpiecznego, tj. takiego, który nie zostanie zakwestionowany przez organy podatkowe w przyszłości. Będą też tacy odbiorcy treści, którzy przez “dobre" rozumieć będą jak najmniejsze lub nawet oszukańcze stosowanie prawa podatkowego. I jedni i drudzy będą wyciągać wnioski próbując dobrać właściwe treści z wyrwanych z kontekstu kart z milionów dostępnych z wyżej wymienionego katalogu. A przecież nie o dobieranie kart chodziło autorowi księgi, ale o proste, przejrzyste i przyjazne podatki. 

Na przeszkodzie realizacji tego postulatu wydaje się stoi tytułowy “micromanagement”. Minister jako autor polityki podatkowej projektuje przepisy, ustawodawca uchwala, a podatnicy stosują - niestety często nie do końca w sposób zgodny z intencją autora. Intencji tej poznać strony nie mogły, bo niestety konsultacje społeczne zostały przesunięte na kolejny etap, już po wejściu w życie nowego prawa. A zatem koło się zamyka, bo skoro litera prawa jest niejasna i nie wystarczają objaśnienia, interpretacje, wyjaśnienia, informacje itp. pojawia się - często słuszna i konieczna - potrzeba nowelizacji i takiego sformułowania przepisu, aby “język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”. Niestety to zadanie szczególnie trudne w dzisiejszych dynamicznych czasach. 

Nie sposób przejść obojętnie nie tylko wobec samego zjawiska prawnego mikrozarządzania sposobem rozumienia ustanawianych przepisów prawa podatkowego, ale także wobec tego, że śladem orzecznictwa TSUE polskie sposoby tłumaczenia przepisów - często wychodzą poza zakres samej ich treści, a niekiedy pozostają z nimi wprost sprzeczne. Na szczęście sprzeczność czasem działa na korzyść podatników - przykładów można podać całkiem sporo. Pozytywizm prawniczy w prawie podatkowym w dzisiejszych czasach niewątpliwie jest w odwrocie. 

Mikrozarządzanie widoczne jest nie tylko w kwestii inflacji samego prawa podatkowego i jego interpretacji. Na to należy nałożyć informacje, które na podstawie przepisów, interpretacji i objaśnień powinni składać podatnicy i płatnicy. 

Dane w dzisiejszym świecie są podstawą egzystencji, mogą przesądzić o przewadze konkurencyjnej, a zatem ich zbieranie jest jak najbardziej uzasadnione, zwłaszcza jeżeli ma sprzyjać posiadaniu lepszej wiedzy i wykorzystywaniu tych danych do walki z przestępczością podatkową. Nie jest zatem dziwne, że w ślad za światowymi trendami także Minister Finansów pozyskuje bardzo dużo informacji i jest to zjawisko całkowicie uzasadnione, a wiele krajów czerpie chociażby z naszych rozwiązań JPK stawiając je za przykład walki z unikaniem opodatkowania. Niemniej jednak w trendzie zbierania kolejnych informacji łatwo się zagubić. Dane, które nie są usystematyzowane i wykorzystywane we właściwy sposób pozostają jedynie zbiorem, a nie wiedzą, która stanowić może podstawę decyzji. Niestety przykładów, gdzie podatnicy zobligowani są do przygotowywania zestawień zawierających te same informacje jednak w innym formacie jest aż nazbyt wiele. Przyjrzyjmy się kilku z nich:

TPR-C oraz TPR-P oraz JPK. 

W formularzach TPR podatnicy mają obowiązek wskazania szeregu wskaźników wyliczonych na podstawie sprawozdania finansowego.

Wypełniając formularz podatnicy zobowiązani są do podania wielu szczegółowych informacji - w tym kolejnych wskaźników finansowych - tym razem na poziomie transakcji. Pomijając to, że wielu zobowiązanych takiej analityki do tej pory nie prowadziło w zakresie wykraczającym ponad dotychczasowe obowiązki wynikające ze sporządzenia dokumentacji cen transferowych, to zagadką jest to dlaczego istnieją dwa obowiązki o nieco innych zakresach - formularz TPR i sama dokumentacja. Prawdą jest, że dokumenty te służą zapewne innym celom, ale czy faktycznie analiza ryzyka i typowanie podmiotów do kontroli musi polegać na podawaniu przez nich kolejnych danych wyliczonych w coraz bardziej skomplikowany sposób? No I dlaczego każdy z podatników musi to robić samodzielnie, skoro istotna część tych wskaźników - zwłaszcza finansowych - może być wyliczona przy pomocy odpowiedniego skryptu automatycznego na podstawie danych ze sprawozdań finansowych, które już są w repozytoriach Ministerstwa Finansów. Trywializmem będzie stwierdzenie, że nakład pracy podatników i wynikające stąd koszty dla gospodarki są niewspółmiernie większe niż praca analityka bazy danych w ministerstwie. Wątpliwe jest także to, że przesyłanie tych samych informacji w kolejnym formacie jest proporcjonalne do potrzeb analizy ryzyka i typowania podatników do kontroli.

Z TPR dość płynnie można przejść do JPK. Jak to? Zapyta wtajemniczony, przecież TP to podatki dochodowe, a JPK to VAT. Tymczasem - choć zniesienie obowiązku przygotowywania deklaracji i przeniesienie zawartych w nich informacji w całości do plików JPK jest bardzo dobrym rozwiązaniem to niestety „żądza” posiadania jak największej ilości informacji przeważa nad rozsądkiem. Może jednak jest to zabieg celowy, aby oficjalnie łagodząc obowiązki przenieść je w nieco inne miejsce? JPK jest tego dobrym przykładem. W raportach tych podatnicy mają obowiązek oznaczania transakcji z podmiotami powiązanymi. Obowiązek dotyczy nie tylko podatników podatku dochodowego zobowiązanych do sporządzenia dokumentacji, ale wszystkich podatników podatku od towarów i usług. Przy czym zakres informacyjny dotyczący cen transferowych w plikach JPK jest istotnie szerszy niż jakikolwiek obowiązek informacyjny na gruncie podatków dochodowych. 

Kolejnym problemem z JPK jest to, że obok już istniejących klasyfikacji, które mają zgodnie z ustawą służyć identyfikacji towarów i usług wprowadzono nowe kody - tajemnicze kody GTU “grupy towarów i usług”. Nieprzypadkowo zastosowano nową nazwę do tej klasyfikacji. Jest ona bowiem mieszanką opisów, klasyfikacji statystycznych, kodów nomenklatury scalonej. Można by rzec - poezja nad klasyfikacją. W tym ironicznym stwierdzeniu jednak leży istotne ryzyko podatkowe i ryzyko sankcji, dla tych którzy nie dość dobrze odczytają ukryte przesłanie tej poezji. 

Co więcej podatnicy, którzy popełnią błędy będą przez organy postrzegani jako tacy, którym ufać nie można. Wzmocni to jeszcze potrzebę dalszego nadzoru i posiadania przez organy podatkowe kolejnych danych i informacji w czasie rzeczywistym. Na podatników nakładane są dalsze obowiązki. Powstaje błędne koło. 

Tymczasem proste, przejrzyste i przyjazne podatki mogłyby być takie gdyby nowe obowiązki raportowe były skorelowane i zweryfikowane z tymi, które już istnieją, a te nakładane nie były dublowaniem już wykonanej pracy, a przepisy przygotowane tak aby były zrozumiałe i nie wymagały kilkudziesięciostronicowych objaśnień. Zapewne pomocne byłoby w tym przeniesienie etapu konsultacji społecznych, tam gdzie ich miejsce, tj. z powrotem na etap stanowienia prawa, a nie dopiero po jego publikacji.